W Polsce panuje mylne przekonanie, że na uczelni ci, którzy zajmują się badaniami nad lekami, powinni szybko wdrażać wyniki swoich prac. Tymczasem jest to niemożliwe, gdyż wymaga niebywałych nakładów finansowych. Jesteśmy głównie od tego, żeby uczyć studentów, a projektowania leków nie nauczy ich ktoś, kto sam nie będzie tego robił. Szukamy nowych metod projektowania leków, bazy dla późniejszych aplikacji. Jeśli ktoś zainteresuje się naszymi lekami, powinien uzgadniać z Politechniką warunki zakupu opracowanych tu technologii – mówi prof. dr hab. inż. Paweł Kafarski z Politechniki Wrocławskiej.
Prof. Kafarski kieruje konsorcjum naukowo-badawczym realizującym projekt "Biotransformacje użyteczne w przemyśle farmaceutycznym i kosmetycznym". Naukowcy z Politechnik: Wrocławskiej, Warszawskiej, Łódzkiej, Śląskiej, Instytutu Chemii Organicznej PAN w Warszawie, Instytutu Katalizy i Fizykochemii Powierzchni PAN w Krakowie i Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu pracują nad ulepszeniem technologii produkcji leków i kosmetyków, opartej o reakcje z udziałem organizmów żywych lub enzymów.W tym polskim projekcie może pojawić się efekt aplikacyjny. Badania będą prowadzone przez pięć lat, przeznaczono na nie ponad 13 milionów złotych z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka.
- Zazwyczaj publikujemy wyniki badań podstawowych, badań nad metodami, technologiami - i one nie są zbyt mocno chronione. Kiedy w toku prac wychodzi nam coś obiecującego, wówczas piszemy patent, ale polski, bo nie stać nas na patent europejski. Ochrona europejska jest nieprawdopodobnie droga i na jeden patent można zużyć cały krajowy grant. Zatem patenty europejskie opłacają zwykle firmy, które współpracują z naukowcami. Dopiero granty z Programu Operacyjnego pozwolą na samodzielne patentowanie wyników, co jest jakościowa zmianą w polskiej nauce – tłumaczy chemik.
Jak zaznacza, zadaniem naukowców nie jest poszukiwanie takich firm. Podstawową misją jest bowiem kształcenie studentów i konieczne samokształcenie.
- Uczymy studentów na takim poziomie, na jaki pozwala nam finansowanie. Zajmujemy się badaniami podstawowymi. Patrzymy, czy metody, które stosujemy, nadają się do produkcji wybranych inhibitorów (substancji hamujących działanie enzymów wpływających na powstawanie nowotworów, gruźlicy, malarii i osteoporozy). Na poziomie inhibitorów kończymy. Z jednym wyjątkiem - zajmujemy się lekami przeciw osteoporozie i te badamy na owcach, bo budowa układu kostnego owcy jest podobna do budowy układu kostnego człowieka. Żeby wdrożyć lek, trzeba przeprowadzić projekt od pomysłu do badań przedklinicznych. Trwają one od 2-3 lat. Potem potrzeba jeszcze 15 lat poważnych badań klinicznych i pół miliona dolarów, żeby taki lek znalazł się na rynku – wyjaśnia prof. Kafarski.
Wyniki badań chemików z Politechniki Wrocławskiej są ciekawe, najciekawszy dotyczy leku przeciwmalarycznego. Jak stwierdza profesor, malaria nazywana jest chorobą sierocą, bowiem firmy niechętnie inwestują w badania nad lekami dla rejonów biedy. Unia Europejska w 2010 roku ogłasza grant na poszukiwanie leków na choroby sieroce. Lek wypracowany w ramach grantu ma być tani, co - zdaniem naukowców - jest dużym ograniczeniem.
- Obiecujący wynik dotyczący leku przeciwko malarii osiągnęliśmy pracując w zespole z Australijczykami i Irlandczykami. Zgodnie z ustalonymi wówczas zasadami współpracy wyniki należą do partnerów, którzy zdecydowali, że nie będą one patentowane. Szukamy dalej – mówi prof. Kafarski.
Zdaniem profesora, choć Europa mocno promuje obecnie patentowanie i wdrażanie nowoopracowanych technologii, to sukces w tym względzie wymaga reorganizacji finansowania badań naukowych.
- Gdyby organizacja finansowania wdrożeń w Europie była taka, jak w USA, to prawdopodobnie odnieślibyśmy sukces. W USA składa się w Urzędzie Patentowym prowizoryczny patent. Taki patent czeka do chwili gdy zgłosi się firma, która chce zapłacić za patent właściwy. Procedura ta jest szybsza i efektywna, bo wiadomo, gdzie szukać interesujących technologii. To wzór wart naśladowania. U nas niestety bez firmy, która opatentuje wynik badań naukowych w skali europejskiej, ochrona własności intelektualnej poprzez patent polski ma niewielkie znaczenie – podsumowuje profesor.



