Centrum Kompetencji Zarządzania Własnością Intelektualną
IP Hub

Patentowanie dla punktów nie ma sensu, w nauce premiować należy wdrożenia!

Czy polscy twórcy potrafią właściwie zarządzać swoją własnością intelektualną?

Problem zarządzania własnością intelektualną sprowadza się do tego, że trzeba wiedzieć, w którym momencie w rozwiązaniach technicznych należy tę własność chronić i jak to robić. Do tego potrzebna jest znajomość istoty własności intelektualnej i przepisów prawa regulujących ochronę IP, choćby faktu, że ochrona obowiązuje wyłącznie na terytorium, gdzie jej udzielono, że dla części przedmiotów (tzw. własności przemysłowej) przyznawana jest w trybie rejestracji, a w przypadku prawa autorskiego bez potrzeby spełnienia jakichkolwiek formalności.

Jak Pan ocenia przyznawanie punktów niezbędnych w karierze naukowej za patenty?

Nie ma najmniejszego sensu punktowanie samych zgłoszeń - czy to w Polsce, czy zagranicą. Dodatkową pomyłką jest wyróżnianie tzw. patentu międzynarodowego (warto przy tym zauważyć, że nie ma takiego patentu; jest albo patent europejski albo patenty krajowe, jest też specjalny tryb postępowania przy udzielaniu patentu krajowego i europejskiego i ten tryb nazywa się międzynarodowym). Uzyskiwanie ochrony tylko po to, żeby zyskać punkty i wykładanie na to pieniędzy bez głębszej analizy: czy, gdzie i po co należy chronić dane rozwiązanie, jest bezsensem. No, ale za tzw. „patent międzynarodowy” jest 100 punktów, za zgłoszenie „o patent międzynarodowy” 30 punktów. Tymczasem za monografie w języku polskim – 12, a za rozdział w monografii (min. 0,5 arkusza wydawniczego – do tego bez wyjaśnienia, co to oznacza) 3 punkty!!!

Jak to zatem powinno wyglądać? Lepiej byłoby przyznawać punkty za wdrożenie?


Punkty powinny być przyznawane jedynie za wdrożenie, a dokładniej za efekty z nich wynikające. Tymczasem praktycznie w większości uczelni technicznych, gdzie są dokonywane zgłoszenia, nie ma wdrożeń. Są za to punkty za zgłoszenie, a potem za patent. To jest problem! Nie rzecz w tym, żeby było dużo patentów, tylko żeby coś z nich wynikało. Powinno się punktować faktyczne udzielenie licencji, sprzedanie patentu i efekty z jego wdrożenia, a nie sam fakt, że ktoś dostał ochronę w  kilku czy kilkunastu krajach – za którą oczywiście trzeba wnosić opłaty, aby patenty utrzymać w mocy.

Ale po co patentować coś jedynie w Polsce?


Taki patent kosztuje niewiele, a gwarantuje monopol twórcy (uprawnionemu) w Polsce. Ma więc sens jeśli - w zasadzie - nie zamierza się wychodzić ze swoim produktem za granicę. Uzyskanie patentu w Polsce oznacza, że nikt inny na świecie nie powinien uzyskać ochrony patentowej na identyczne rozwiązanie (jeśli by uzyskał, można taki patent unieważnić). Brak patentu w innych krajach ułatwia naśladownictwo rozwiązania. W takiej sytuacji wejście na obce rynki wiąże się z większym ryzykiem. Wcale jednak nie jest wykluczone. Dobry produkt, odpowiednio przygotowana strategia marketingowa, w tym reklama,  mogą zapewnić sukces rynkowy.
Często można zaobserwować zjawisko odwrotne – szczególnie zgłoszenia z uczelni są kierowane na szerokie wody bez jakiegokolwiek zastanowienia się. Bo – i to jest właśnie element zarządzania własnością intelektualną – twórca powinienem chronić swój pomysł tam, gdzie coś z tego będzie miał. Nawet, jeśli tylko spowoduje zablokowanie komuś innemu możliwość realizacji biznesu według danego rozwiązania czy technologii. W tej chwili patent to także perfidne narzędzie zwalczania konkurencji. Tymczasem na uczelni wynalazcy starają się uzyskać ochronę w jak największej liczbie krajów. Bo uczelnia, ministerstwo, fundusze strukturalne dają na to pieniądze bez jakiejkolwiek analizy celowości takiego działania. Ale po co?

Wiadomo, po co. A czy w takim razie tym bardziej nie powinni być premiowani ci naukowcy, którzy tworzą firmy odpryskowe, choć na przykład w ogóle nie patentują swoich rozwiązań?


Tak naprawdę najskuteczniejszą ochroną przed naśladownictwem jest nieujawnianie rozwiązania. Utrzymywanie w tajemnicy własnego know-how jest praktycznie najlepszą strategią w zarządzaniu IP. Nasze uczelnie „w pędzie za patentami” niejednokrotnie ujawniają (bo taki jest warunek uzyskania patentu) swoją działalność badawczą, wskazując konkurencji realizowane kierunki rozwoju techniki. Ośrodki silne naukowo i finansowo czekają na takie okazje. Tymczasem know-how można również handlować, można udzielać licencji – nie ma problemu. Jest tylko jedno zastrzeżenie – nie wszystkie rozwiązania dają się zachować w tajemnicy. Jeśli mamy wyrób, gdzie po jego rozłożeniu widać gołym okiem, jak został zrobiony, to patent jest nieodzowny. Amerykanie tylko 20 proc. rozwiązań patentują, a resztę chowają do szuflady. A i tak patentują najwięcej i u nich patentuje się najwięcej. Ten potencjał przyciąga też zgłoszenia z zewnątrz. To kolejna strategia - jeśli mam dobre  rozwiązanie, to mimo, że patent w Stanach Zjednoczonych kosztuje, zgłaszam je w USA, bo mogę domniemywać, ze znajdzie się ktoś, kto kupi ode mnie patent za duże pieniądze.
Ochrona własności intelektualnej to w dzisiejszych czasach niekiedy wyrafinowana gra o wielkie pieniądze. Nie wejdziemy do niej bez posiadania przez uczelnie elementarnej wiedzy o jej strategiach i politykach. Tymczasem większość uczelni w kraju nie ma nawet zasad (regulaminów) zarządzania własnością intelektualną.

Brakuje też rozwiązań systemowych...

 Systemy ochrony własności intelektualnej nie nadążają za dynamicznie zachodzącymi zmianami w obszarze twórczości ludzkiej. Bazują na rozwiązaniach powstałych jeszcze z końcem XIX, które stworzono w zupełnie innym okresie rozwoju cywilizacyjnego. Wprowadzanie ochrony dla kolejnych przedmiotów, w tym przede wszystkim dla programów komputerowych nie powinno opierać się na „szkieletach” przestarzałych systemów. Konieczne jest (i to w skali świata) wypracowanie nowych, zrozumiałych, prostych zasad ochrony własności intelektualnej. Należy przyjąć zasadę, że korzystanie z własności intelektualnej dla własnych niekomercyjnych celów powinno być dozwolone. Jedynie komercyjne korzystanie powinno wiązać się z zezwoleniem (licencją). Czas trwania monopolu nie powinien być dłuższy niż 20 lat (dziś w prawie autorskim: czas życia twórcy plus 70 lat, a w prawie patentowym 20 lat). Upowszechniać też należy nie zawłaszczoną twórczość, jak przykładowo: wolne oprogramowanie i oprogramowanie o wolnym kodzie źródłowym (free software; open-source software). Czy i kiedy nastąpią zmiany? Obawiam się, że nie tak szybko. Zbyt wiele środowisk, jest materialnie zainteresowanych w utrzymaniu istniejącego stanu rzeczy.

Najbliższe Forum:

4. Międzynarodowe Forum Zarządzania Własnością Intelektualną

 Przedsiębiorczość

Kreatywna i Technologiczna


26-28 października 2011