Jakie uprawnienia ma twórca odmiany, a jakie hodowca, któremu przysługuje prawo wyłączne ? Kto i za co płaci? – na pytania IP HUB odpowiada prof. dr hab. Małgorzata Korzycka-Iwanow z Uniwersytetu Warszawskiego.
Początkowo rolnik, który zebrał plon i chciał go użyć jako materiał siewny w następnym roku gospodarczym, nie musiał na to uzyskać zgody hodowcy, ani też nie był zobowiązany do opłat. Zasadę tę nazwano "przywilejem" rolnika. Później ustawodawstwo europejskie i polskie odwróciło tę zasadę.
Obecnie prawo hodowcy (w praktyce przysługujące firmie) obejmuje również materiał ze zbioru, z zastrzeżeniem wymienionych w prawie wyjątków. W ustawie polskiej wyjątek ten to możliwość użycia materiału ze zbioru jako materiału siewnego w odniesieniu do chronionych odmian najważniejszych odmian roślin zbożowych (np. pszenica, żyto, jęczmień, pszenżyto, owies) przez posiadaczy grunt ów rolnych o powierzchni do 10 ha. W prawie wspólnotowym uprawnienie rolnika nazywa się odstępstwem rolnym (agricultural exemption) i nie odnosi się do powierzchni gruntów ale określonej w tonach produkcji roślin zbożowych.
Pierwotnym twórcą był zwykły rolnik, który na polu krzyżował i selekcjonował odmiany. Nie przysługiwały mu z tego tytułu żadne prawa wyłączne do nowej odmiany, jeżeli taką udało mu się otrzymać. Dopiero XX wiek „przeniósł” w dużej mierze hodowlę twórczą do laboratorium, powstał zawód polegający na wytwarzaniu nowych odmian, wymagający wiedzy w zakresie rolnictwa, biologii, chemii, biotechnologii. W praktyce hodowcą nie jest jednak twórca, czyli osoba, która pracowała nad odmianą.
Pracodawcy zatrudniający twórców odmian (instytuty publiczne ale również firmy prywatne) zapragnęli korzystać z tego, z czego do tej pory korzystali właściciele zakładów przemysłowych, wytwarzających nowości (patenty), zatrudniający twórców takich nowości. W przemyśle bowiem również właściciele firm a nie bezpośredni wynalazcy korzystali z patentów, przede wszystkim ze względu na możliwość finansowania, często długotrwałych prac wynalazczych.
Od dawna zatem rzadkością jest, żeby bezpośredni twórca otrzymał prawo z zakresu własności intelektualnej czy to z patentu (wynalazek przemysłowy) czy quasi-patentu (wynalazek biologiczny-odmiana). Środki finansowe potrzebne na badania są tak duże, iż nie może ich wyłożyć osoba prywatna ale firma. W skali światowej są to często potężne koncerny, o skoncentrowanym kapitale. W Polsce - różnego rodzaju spółki zajmujące się hodowlą roślin, ale również instytuty i uczelnie publiczne.
Prawo wyłączne uzyska zatem nie twórca (zespół twórców), tj. biolog, genetyk zatrudniony w instytucie, spółce - ale instytucja, w której on i jego zespół jest zatrudniony. Owa instytucja może uzyskać prawo hodowcy, czyli wyłączne prawo do odmiany rośliny. Trzeba też pamiętać, że prace nad nowymi odmianami roślin są zwykle zespołowe, pracuje nad nimi duża grupa ludzi, której uczestnicy zmieniają się w ciągu lat pracy nad ostatecznym efektem.
Istnieją wprawdzie nieliczne hodowle, w których wyjątkowo łączą się w jednej osobie twórca i hodowca. To zwykle hodowle pasjonatów (w Europie najwięcej jest ich w Holandii, są to hodowle kwiatów i warzyw), którzy mają odpowiednie kwalifikacje zawodowe i zapał twórczy. Jeśli twórca wykorzystuje własne środki finansowe, wszystko należy do niego: przedsiębiorstwo, pomysł i praca. Tylko w tej szczególnej sytuacji osoba, której przysługiwać będzie prawo hodowcy, a zatem wyłączne prawo do zarobkowania z handlu materiałem siewnym odmiany, będzie jednocześnie tą, która włożyła w nią swój talent. Nie jest to w zasadzie możliwe w przypadku roślin zbożowych, praktycznie dotyczy roślin ozdobnych.
Regułą światową jest, że prawa wyłączne przysługują hodowcy-firmie, a twórca może jedynie zawrzeć korzystną dla siebie umowę o pracę czy umowę zlecenia. Nawet jeśli pracuje za godziwe wynagrodzenie, to dochody, jakie firma czerpie z otrzymanej przezeń odmiany mogą być milionowe. Jest ogromna nierówność ekonomiczna podmiotów, tak więc niełatwo wynegocjować np. określony procent z zysków firmy z marketingu chronionej odmiany, co byłoby najkorzystniejszym dla twórcy rozwiązaniem.



