
Po co nam nowe technologie? Przecież nasz dochód rośnie, jesteśmy jedynym państwem, które zanotowało wzrost gospodarczy, zieloną wyspą Europy. Po co sięgać po więcej? - prowokował do dyskusji prof. Witold Orłowski, dyrektor Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej, członek Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie i Rady Gospodarczej przy premierze, podczas wystąpienia otwierającego III Forum Własności Intelektualnej w Warszawie.
"Kiedy zastanawiamy się nad rolą postępu technologicznego w rozwoju gospodarki w perspektywie dziesięcioleci, musimy sobie zadawać pewne pytania, które dzisiaj brzmią dziwnie" - wyjaśnił prof. Orłowski.Przypomniał, że od 2006 produkt krajowy brutto wzrósł o ok. 20 %. Polska jest jedynym krajem w Europie, który uniknął recesji. Jednak w tym czasie nie powstał żaden przełomowy wynalazek - żaden "nowy Skype". "I co z tego, poza tym, że nie możemy być nieco bardziej dumni? - pytał profesor. - Dlaczego powinniśmy zwiększać wysiłki żeby powstawały nowe technologie, skoro i bez tego radzimy sobie tak dobrze?"
Witold Orłowski podkreślił, że nowe technologie stanowią ważny element luki, jaka dzieli nasz kraj od czołówki europejskiej, np. Niemiec. Na tę lukę składa się również wiele innych czynników: mniejsza liczba osób aktywnych na rynku pracy, niższa produktywność (struktura ekonomiczna powoduje, że więcej ludzi pracuje w sektorach przynoszących mniejszy dochód), dochód, słabsza waluta. Jednak to właśnie postęp technologiczny może w znacznym stopniu przyspieszyć rozwój Polski.
"Teraz używamy technologii, których zachód używał 10 lat temu. Te technologie i metody są tańsze, co w zestawieniu z niższą ceną pracy w Polsce sprawia, że produkuje się u nas taniej. Na razie jest to korzystny układ, dlatego Polska się rozwija. Czy jednak powinniśmy być szczęśliwi, że firmy zagraniczne budują w Polsce fabryki, a nie centra rozwojowe? Fabrykę można w każdej chwili przenieść do kraju, gdzie koszty produkcji są niższe" - tłumaczył.
Zgodnie z nowymi teoriami wzrostu gospodarczego, najważniejszym elementem sukcesu jest kapitał ludzki. Jeśli ludzie są innowacyjni, podejmują ryzyko, kraj rozwija się szybciej.
"Nie uświadamiamy sobie jeszcze, jak ogromne znaczenie dla długookresowego rozwoju Polski ma podniesienie poziomu technologicznego polskiej gospodarki. Teraz, kiedy jeszcze gonimy Zachodnią Europę, nasz kraj nie jest uważany przez państwa rozwinięte za rywala. Dziś jest nam łatwo kupować technologie. Dlaczego więc mamy się martwić, skoro wystarczy wziąć katalog z maszynami niemieckimi i je sobie kupić? Dlatego, że im bardziej będziemy się zbliżać do tych państw, tym trudniej będzie technologie pozyskiwać i więcej będziemy musieli tworzyć sami" - mówił ekonomista.
Zdaniem prof. Orłowskiego, zarządzanie własnością intelektualną jest rodzajem obrony krajów, które wytwarzają zaawansowane technologie przed tanim naśladownictwem. W Polsce nie uświadamiamy sobie jeszcze znaczenia tego problemu. Tymczasem musimy się liczyć z tym, że za 5-10 lat możemy mieć problemem z zakupem nowych technologii - nie dlatego, że nie będzie pieniędzy, tylko dlatego, że są to technologie, które każdy kraj lub przedsiębiorca trzyma dla siebie.
Na rynku zaawansowanych technologii niezbędna jest wiedza o zasadach ochrony własności intelektualnej. Bez tego nie zachęci się firm do tego, żeby przenosiły do Polski swoje centra badawcze, a nie tylko produkcję. Istotną częścią tej wiedzy jest finansowanie wdrażania pomysłów, projektów, wynalazków.
"Banki i firmy powinny zacząć się przystosowywać do rynku własności intelektualnej, na którym odbywa się bardzo ostra gra. My jej skutków jeszcze nie czujemy, ale odczujemy je wkrótce, ponieważ szybko zbliżamy się do pierwszej ligi Europy" - podsumował profesor. KOL
PAP - Nauka w Polsce
agt/ kap/



