Centrum Kompetencji Zarządzania Własnością Intelektualną
IP Hub

Najwięcej idei powstaje u ludzi powyżej 40-go roku życia
Krzysztof Olszewski, założyciel, prezes zarządu i dyrektor generalny spółki Solaris Bus & Coach S.A

Inżynier; założyciel, prezes zarządu i dyrektor generalny spółki Solaris Bus & Coach S.A., burzy mit na temat wyższości młodych inżynierów nad "starymi". Co dwudziesty sprzedany w Europie w ubiegłym roku autobus to produkt firmy Solaris z Bolechowa pod Poznaniem. Autobusy z zielonym jamnikiem jeżdżą m.in. w Neapolu, Rzymie, Berlinie, Ostrawie, Lozannie i Tallinie. Przypomnijmy, że symbolem firmy Solaris jest zielony jamnik – budzący żartobliwe skojarzenie z autobusem – niskopodłogowym, długim  i wiernym klientowi. Krzysztof Olszewski jest na liście 100 najbogatszych Polaków. Jednak, jak mówi, nie spodziewał się wyróżnienia, jakim jest wpis do "Złotej Księgi Absolwentów" Politechniki Warszawskiej. W wywiadzie dla IP HUB opowiada, jak od marzeń o pewnej... czapce zaczęła się droga do realizacji zupełnie innego marzenia.

Jaki jest Pana stosunek do faktu, że jest Pan "Złotym Absolwentem" PW – jakie to ma znaczenie i konsekwencje?

Była to dla mnie przede wszystkim wielka niespodzianka. Tego się kompletnie nie spodziewałem! Ta inicjatywa była nowa, do księgi trafiły  pierwsze cztery osoby. To, że znalazłem się wśród tych osób, było  dla mnie bardzo dużym przeżyciem. Kiedy wraca się do tych samych murów, do których się chodziło na egzaminy ze strachem – to wielka przyjemność.

Jak to było, kiedy był Pan studentem? Czy wyobrażał Pan sobie, że trafi tu, gdzie jest teraz?

A skądże! Nie miałem "zielonego pojęcia". Politechnika Warszawska, a zwłaszcza Gmach Główny kojarzy mi się przede wszystkim z rozpoczęciem roku akademickiego – i to było pierwsze takie silne wrażenie. Wtedy jeszcze nie byłem ukształtowany, byłem zbyt młody, nie wiedziałem, co się ze mną będzie działo. Dopiero po trzecim roku studiów wiedziałem, czego chcę od życia.

Czy wtedy zdał Pan sobie sprawę, że posiadany przez Pana "kapitał intelektualny" to  wartość, na której można budować drogę do czegoś więcej, niż tylko bycie pracownikiem koncernu?

Tym, co było dla mnie najważniejsze na początku studiów, była... czapka – czapka Politechniki Warszawskiej. Pamiętam, że kupowało się ją w jakichś pawilonach na rogu Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej. A potem była po prostu nauka i nie sposób było wtedy mówić o jakiejkolwiek własności intelektualnej – myśmy nawet nie bardzo wiedzieli wtedy, co to jest...

Czy teraz już wiemy? Jak Pan sadzi, może wciąż wielu inżynierów potrzebuje popularyzacji tej wiedzy?

Myślę, że ta świadomość jest obecnie już na bardzo wysokim poziomie, zupełnie inaczej niż w czasach moich studiów. Dzisiaj absolwenci uczelni wyższych znacznie lepiej zdają sobie sprawę z tego, jakim kapitałem dysponują już na starcie.

Czy można powiedzieć, że sukces prowadzonej przez Pana firmy jest wynikiem umiejętnego budowania przewagi konkurencyjnej na kapitale intelektualnym? Jak Pan chroni tę swoją własność intelektualną?

Na pewno to jeden z sukcesów naszej przewagi konkurencyjnej, chociaż z ochroną własności intelektualnej w naszym kraju jest różnie.

A know-how, patenty? A rekomendacje urzędu patentowego, nawołującego do patentowania rozwiązań technicznych, ochrony wzorów...?!

Mamy kilkanaście opatentowanych rozwiązań, jednak wysiłek, jaki jest związany z zastrzeganiem wzorów użytkowych, jest zbyt duży, procedury są trudne. Ci, którzy twierdzą, że to skuteczna ochrona, powinni pojechać do Chin. Chińczycy nie bardzo zważają na to, czy coś zostało opatentowane. Najwyżej zapłacą karę. Nawet jak się wygra proces o ochronę praw do IP, to mija bardzo dużo czasu i jesteśmy już w zupełnie innej sytuacji. Zastanawiamy się wtedy, po co nam w ogóle ten proces był.

Jak zatem ustrzec się przed kopiowaniem pomysłów?

Można powiedzieć przewrotnie, że najlepszą ochroną pomysłu, jest nowy pomysł – lepszy od tego poprzedniego. Taki pomysł, który czyni stary pomysł nieaktualnym.

Kto w Waszej firmie generuje takie dobre pomysły?

To praca zespołowa. Siedzimy razem, rozmawiamy w gronie bardzo kreatywnych ludzi. Oczywiście tą siłą kreatywną na początku w firmach rodzinnych, a zwłaszcza w pierwszym pokoleniu, są założyciele. Takie firmy powstają od zera, my zatrudnialiśmy 13 lat temu 36 pracowników, teraz mamy ich ponad 1600 w samej Polsce, a razem ponad 2000. Wiele się zmieniło. Dzięki "duchowi firmy", zasadom i wartościom, ludzie, którzy maja potencjał intelektualny, mają rzeczywiście idee, mogą z nami o nich rozmawiać. Te idee, które uważamy za dobre dla rynku, przechodzą do dalszego etapu – realizacji, póki czas!

Czy myśli Pan o wykorzystywaniu potencjału i kreatywności studentów, na przykład politechnik, czy może woli Pan pracować ze stałym zespołem sprawdzonych pracowników?

Młodych ludzi przyjmujemy stale, jeszcze zanim ukończą studia – żeby przekonać się, jaki mają potencjał. I niekiedy z tym potencjałem jest niestety słabo. Z moich obserwacji wynika, że najwięcej idei powstaje u ludzi powyżej 40-go roku życia. Dzisiaj  tego "starego inżyniera", który ma bardzo szeroką wiedzę, w zasadzie już nie ma. Jest zupełnie nowy typ inżyniera, który przychodzi do nas z pytaniami: "A jaką stację mamy? Jaki program?" Siada przed komputerem, obraca wszystkim w trójwymiarze, nie mając zielonego pojęcia o tym, co się dzieje na produkcji czy w warsztacie. Strasznie się oddala od praktyki, a tylko praktyka może spowodować to, że powstanie dobry produkt. Bo produkt nie powstaje w głowach ludzi, ale w produkcji. Kiedy analizujemy ilość błędów, które powstają w gotowym wyrobie, to widzimy, że najwięcej błędów powstaje nie w produkcji, nie u poddostawców, tylko w biurze technicznym. Taka jest smutna prawda. W zasadzie, jakby popatrzeć na to historycznie, to tak było zawsze. Tylko, że wówczas inżynier był obecny podczas tworzenia prototypów, a teraz stara się robić wszystko, żeby siedzieć na swoim stołku. W związku z tym teraz błędy wychodzą w produkcji, a dawniej nie wychodziły, bo były uśmiercane w zarodku. W naszej firmie nadal staramy się tak pracować, aby konstruktor wiedział też wszystko o tym produkcie na etapie prototypu i produkcji.

A na czym polega problem politechnik? Na zaniedbaniu tych klasycznych praktyk studenckich, wymaganych do zaliczeń? Na braku motywacji do wyjazdów, staży, zdobywania doświadczeń?

Chyba o  to chodzi – trzeba szukać najlepszych wzorów.

Wydawałoby się, że to właśnie młodzi powinni być źródłem najlepszych pomysłów, innowacji.

Otóż nie zawsze.  Często ci, którzy mają 40 lat wzwyż, którzy maja ogromną wiedze i doświadczenie o wiele lepiej, szybciej potrafią decydować, co będzie dla klienta bardziej interesujące. Uważam że na Uczelniach wyższych wciąż jest o wiele za mało praktyki. Ja akurat przeszedłem – i tego w ogóle nie żałuję – całą drogę uczeń-czeladnik-mistrz w zakładzie samochodowym. To były lata 70-te, na politechnice uczyliśmy się tylko z książek. Owszem, one były bardzo ciekawe i jak ktoś to lubił, to mógł się sporo nauczyć, ale od strony praktycznej, niestety nie byliśmy orłami. Dzisiaj studenci mają wręcz  nieograniczone możliwości wyjazdów, każda firma może studenta za niewielkie pieniądze przyjąć na praktykę. Jeśli on ma w sobie choć odrobinę ciekawości świata, to ma szansę wiele się nauczyć.

Tyle, że student ma chyba przede wszystkim wolę zarobienia jak najszybciej dużych pieniędzy...

I to jest problem.

...i chyba ma mało pokory?

Czasami wręcz graniczący z arogancją. Zdarzają się jednak również prawdziwe perły wśród absolwentów i takich staramy się szukać do Solarisa. Mieszanka młodości z doświadczeniem daje chyba najlepsze rezultaty, czego myślę dowodem są nasze sukcesy na rynku krajowym i zagranicznym. 

Dziękuję za rozmowę.

Najbliższe Forum:

3rd International Forum
IP Management the Key to Successful Economy

10-12 marca 2010