
„Stworzenie w Stanach Zjednoczonych polskiego lobby w znacznym stopniu ułatwi transfer technologii, nawiązanie stosunków gospodarczych między polskimi firmami a amerykańskimi instytucjami, wdrażanie nowych technologii w Polsce, a także wykorzystanie polskich pomysłów dla wdrożeń w Stanach Zjednoczonych. Może też ułatwić polskim firmom wchodzenie na rynki amerykańskie. Polscy inżynierowie pracujący na całym świecie z pewnością podejmą współpracę dla zdynamizowania polskiej gospodarki, na miarę potencjału intelektualnego oraz aspiracji Polski” – uważa prof. Andrzej S. Nowak, prezes Rady Polskich Inżynierów w Ameryce Północnej i przewodniczący rady programowej Światowego Zjazdu Inżynierów Polskich, który odbędzie się między 8 a 10 września w Warszawie pod hasłem „Inżynierowie twórcami cywilizacji”.
Porozumienie w sprawie organizacji Zjazdu zostało zawarte pomiędzy Politechniką Warszawską (PW) i Radą Polskich Inżynierów w Ameryce Północnej, a następnie pomiędzy Politechniką Warszawską i Federacją Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych - NOT.
Prof. Nowak jest honorowym profesorem Politechniki Warszawskiej i docenia wiele inicjatyw realizowanych przez tę uczelnię, między innymi zaangażowanie w tworzenie standardów kształcenia w zakresie zarządzania własnością intelektualną, prezentowane organizatorom Światowego Zjazdu przez rektora prof. Włodzimierza Kurnika.
- To jest unikalny program w Polsce, na który jest zapotrzebowanie wśród studentów. Politechnika Warszawska chce wyjść naprzeciw temu zapotrzebowaniu i oferować wyspecjalizowane studia z zakresu zarządzania własnością intelektualną. To bardzo dobrze. Dobrze też, że przy tworzeniu programów nauczania polscy eksperci wspierają się doświadczeniami specjalistów z innych krajów, m.in. z USA. Stworzenie programu takiego kursu nie należy do rzeczy prostych. Nie ma tu mowy o bezpośrednim przeniesieniu na grunt polski procedur zarządzania własnością intelektualną funkcjonujących za granicą. Bezkrytyczne przenoszenie na grunt krajowy wzorców zagranicznych nie jest dobre w żadnej dziedzinie, bo warunki są inne.
Jak podkreśla prezes Rady Polskich Inżynierów w Ameryce Północnej, tak samo jest w przypadku zwykłego nauczania na uczelni – można się wzorować na wzorcach amerykańskich, ale nie da się ich przenosić.
- Studia w Ameryce są płatne, więc stosunek studentów do studiów jest inny, niż w Polsce, gdzie na większości uczelni są one darmowe. Jest bardzo dużo różnic, które nie pozwalają na przenoszenie wzorców. Ale są też obszary, w których sporo się zmienia. Do dzisiaj jeszcze w Polsce niektórzy profesorowie biorą sobie za punkt honoru fakt, że jak robią egzamin, to można u nich dostać góra „trzy z plusem”, albo wszystkich „oblewają”, może z wyjątkiem dwóch, trzech osób. Potem taki egzamin trzeba zdawać w sesji poprawkowej, często w kilku podejściach. Takie coś w Ameryce jest niedopuszczalne, bo oznacza, że ten profesor nikogo nie nauczył. Oczywiście to nie jest takie proste. W Polsce dużo studentów nie przychodzi na zajęcia i dopiero się uczy do egzaminów. W Ameryce to jest też niedopuszczalne. Tam od początku kładziony jest nacisk na systematyczną pracę i nie ma mowy, żeby ktoś nie chodził na zajęcia i zaliczył. Dostaje się punkty za udział w zajęciach i nawet, jak się zda egzamin końcowy celująco, to nie wystarczy punktów nawet na to, co w Polsce jest odpowiednikiem oceny „trzy mniej”. To działa i w drugą stronę – egzamin końcowy nie jest tak stresujący, bo jego wynik stanowi zaledwie 20 proc. albo 30 proc. końcowej oceny.
Na Uniwersytecie w Nebrasce prof. Nowak pracuje od pięciu lat. W latach 70-tych skończył Politechnikę Warszawską, w Polsce się doktoryzował. Wyjechał do Stanów Zjednoczonych na University of Waterloo w Kanadzie, po dwóch latach dostał propozycję pracy jako assistant proffesor w State University of New York w Buffalo. Następnie University of Michigan w Ann Arbor, zajmujący w Stanach Zjednoczonych wśród uczelni technicznych mniej więcej na piąte miejsce, zaprosił go do pracy w charakterze profesora. Tam spędził 25 lat.
Na University of Nebraska ma tzw. endowed chair - to oznacza, że uczelnia ma określone fundusze (w milionach dolarów) i tworzy z części tych pieniędzy specjalne, prestiżowe stanowisko profesorskie. Obecnie jestem dziekanem Wydziału Budowlanego, tam nazwanego Civil Engeneering, który obejmuje to, co w Polsce określane jest jako inżynieria lądowa i wodna.
Podobnie, jak większość amerykańskich uczelni, również University of Nebrasca ma w swojej strukturze jednostkę, która się zajmuje transferem technologii. Biuro liczy około 10 osób.
- Inżynieria lądowa jest nauką praktyczną. Świadomość konieczności zarządzania własnością intelektualną i ochrony pomysłów, które mogłyby znaleźć zastosowanie w gospodarce, nie paraliżuje jednak inżynierów w ich publikacjach. Patentuje się szczegóły – typ połączenia, nowy materiał. Każdy sam czuje, że jeśli opracował coś, co się da opatentować, to warto szukać na to sposobów. I urząd transferu technologii na uczelni jest przystosowany właśnie do tego, by wynalazcom pomagać.
Jak inżynier polskiego pochodzenia pracujący w Stanach Zjednoczonych, a więc związany umowami albo z firmą badawczo-rozwojową, albo z instytucją naukową, może wspomóc polską gospodarkę? Czy nie jest tak, że jego wyniki będą wnosiły wartość dodaną albo do uczelni albo do przedsiębiorstwa, które umożliwia mu prowadzenie badań, a więc zostaną tak naprawdę zagranicą?
- Ależ o to właśnie chodzi! Od lat 80-tych Chiny prowadziły politykę bardzo intensywną wysyłania swoich młodych naukowców do Stanów Zjednoczonych. Wielu z nich zajmuje teraz czołowe stanowiska w nauce w Stanach Zjednoczonych i Chiny mają dzięki temu otwarte drzwi do wszystkich najnowszych technologii. Naukowcy są ambasadorami kraju swojego pochodzenia i wciągają w badania coraz to nowe osoby ze swoich krajów. W projektach naukowych osoby pochodzenia polskiego, polscy inżynierowie, siłą rzeczy oglądają się na swój kraj – na kolegów z polskich uniwersytetów i instytucji badawczych, na polskie firmy – w celu opracowania gospodarczego i wdrożenia nowych technologii. Za tym idzie już nie tylko sprawa współpracy naukowej, ale również konkretne decyzje gospodarcze. Jeśli jakaś technologia zostaje opracowana i jest kwestia kto to będzie pierwszy wdrażał, to można będzie w sposób naturalny oglądać się za możliwościami zrobienia tego w Polsce.
Światowy Zjazd Inżynierów Polskich będzie okazją do przedstawienia największych osiągnięć inżynierów polskich w kraju i za granicą, mających istotne znaczenie dla rozwoju nauki, techniki, gospodarki lub dla cywilizacyjnego rozwoju Polski, Europy i Świata.



